|
|
Satyra,
to gatunek literatury kulinarnej, który polega na na takim rozbiciu jajka, by
wylać z niego zgniłą zawartość bez rozbicia skorupki. Bo wiadomo, że inwazyjna
ingerencja w smrodliwe jajo - boli. Niektórych nawet bardzo, gdy jest dosolona. Ponieważ, też
wiadomo, że satyra wymaga specyficznej struktury gramatycznej wymagającej
emocjonalnego odbioru, satyrą powinni się
zajmować jedynie najlepsi mistrzowie patelni, by nie przesolić, nie przepieprzyć, i broń
Boże, nie spalić, a dopiec... naturalnie tym, którym fasujemy jajcarskie danie.
Przepisy na satyrę w naszym kraju są powszechnie dostępne, więc nie ma strachu,
wystarczy popatrzeć i posłuchać naszych rodaków w wydaniach politycznych, szczególnie w tzw. wolnych i obiektywnych mediach, a znajdzie się tam wszystkie
gatunki literackie, łącznie z grafomanią. Zatem należy jedynie dbać o to, by jaja były
doprawione, bo wtedy nawet ci co zostają nimi obrzuceni śmieją się z radości...
Satyrę naturalnie możemy wyrażać w różnej postaci. Możemy wymalować obśmiewanych
jako jaja karykaturalne, w rodzaju "Śniadanie na trawie" dla lekkości
sztafażu, albo w postaci wolnej piosenki, gdy treść
satyryczna łagodzona jest przez dźwięki skocznej muzyczki, lub zwyczajnie
poprzez patetycznie wypisane wierszyki, gdzie bądź, np. w ustronnych przybytkach miasta. Wtedy najdosadniej potwierdza się złota myśl poety:
"koń jaki jest każdy widzi..."
Jednocześnie, by nie być odsądzony od czci i wiary dobrze jest od czasu do czasu
skierować ostrze satyry (ale nieco stępione!) ku sobie, czyli pałaszować jajka na
miękko i z dystansu... Czego wszystkim PT Czytelnikom niniejszych strof szczerze życzę
na dalszej drodze życia!
Krisand
|